piątek, 2 października 2015

10. Autostopem na północ - cz.1, Bom Jesus do Monte. / Hitch-hiking to the north - part 1, Bom Jesus do Monte.

Czas wrócić na autostopowy szlak! Tym razem wybierzemy się – nie tylko ze mną, ale i z Asią – na północ Portugalii, do Bragi i Guimarães. High time to go back on the hitchhiking road! This once we’ll go – not only with me, but also with Asia – to the north of Portugal, to Braga and Guimarães. 

Z Asią poznałyśmy się pod koniec lipca w Lizbonie. Jako pierwsza zareagowała na moją wiadomość na erasmusowej grupie na Facebooku i wprowadziła mnie w lizbońskie towarzystwo. Szybko okazało się, że oprócz stażu w stolicy Portugalii, łączy nas także upodobanie do podróży, a że już jakiś czas nie ruszałyśmy się z Lizbony, postanowiłyśmy poświęcić weekend 8-9 sierpnia na autostopową wycieczkę na północ kraju. 

Opuszczenie Lizbony, jak każdego zresztą większego miasta, nie jest tak łatwe, jak mogło by się wydawać. Najpierw należy wyjechać z Lizbony koleją podmiejską (Comboios de Portugal) i dostać się do miasta Vila Franca da Xira, jednego z przystanków leżących na trasie Linha da Azambuja, mającej swój początek na lizbońskim dworcu Estação Oriente. Dopiero stamtąd można udać się w kierunku autostrady. 

Cóż, już tutaj miałyśmy pierwszą nauczkę – zawsze należy dokładnie sprawdzać trasy pociągów! Byłyśmy absolutnie przekonane, że nasz transport wyrusza ze stacji Entrecampos. Sprawdziłyśmy zatem rozkład – biorąc wyżej wspomnianą stację za nasz punk początkowy – w piątkowy wieczór. W sobotni poranek oczywiście pobiegłyśmy, spóźnione, na dworzec, szybko załadowałyśmy bilety (2,20 euro), ale gdy już stanęłyśmy na odpowiednim peronie i skasowałyśmy bilet (należy je „piknąć” przy odpowiedniej maszynce stojącej na peronach), okazało się, że nasz pociąg wcale nie obsługuje linii Azambuja! Po prostu nie zauważyłyśmy, sprawdzając poprzedniego wieczora trasę na stronie internetowej Comboios de Portugal, że musimy przesiąść się na dworcu Oriente we właściwy, bezpośredni pociąg. Cóż, trudno, zdarza się! Zdecydowałyśmy więc spokojnie wypić kawkę i zjeść nasze słodkie śniadanie w oczekiwaniu na następny pociąg, który 20 minut później miał wjechać na stację. Niestety, kiedy wróciłyśmy na peron, zastałyśmy informację o prawie półgodzinnym opóźnieniu przewidzianym dla naszego transportu, zaczym nie zdążyłybyśmy złapać kolejnego pociągu do Vila Franca da Xira odjeżdżającego z Oriente. Nasz entuzjazm lekko osłabł, rozbity o tak przykry mur lokomocyjnych zbiegów okoliczności. Zeszłyśmy do metra i już metrem dojechałyśmy na stację Oriente, gdzie musiałyśmy spędzić prawie godzinę czekając na nasz pociąg. Niedopatrzenie zafundowało nam dwie godziny „obsuwy”, ale przynajmniej miałyśmy nadzieję, że udało nam się wyczerpać wszelkie zapasy pechu na ten weekend.

Normalni ludzie wykorzystaliby tę godzinę, żeby zjeść ciastka, udać się do łazienki, sprawdzić bilety i z piętnastominutowym wyprzedzeniem, spokojnie rozsiąść się w pociągu. Tak jednak się jakoś składa, że nigdy mi się nie udaje po prostu niespiesznie, bez stresu skorzystać ze środa transportu – dlaczego więc tym razem miałoby być inaczej? Dziesięć minut przed odjazdem pociągu Asia zorientowała się, że bilety na kolej podmiejską mają swój okres ważności. W naszym wypadku byłyby to dwie godziny – co oznacza, że uprzednio skasowane, choć niepotrzebnie, bilety, za jakieś 15 minut będą kompletnie nieważne! Pognałyśmy do automatu biletowego, wystałyśmy w kolejce, użerałyśmy się z maszyną, która nie chciała przyjąć płatności kartą kredytową i dosłownie minutę przed odjazdem udało nam się załadować pieniądze na kartę. Pognałyśmy na peron, zdyszane wskoczyłyśmy do pociągu, zwaliłyśmy się na siedzenia i po chwili byłyśmy już w drodze. Dobrze zrobiłyśmy nie jadąc na gapę – po kilkunastu minutach jazdy w wagonie pojawili się konduktorzy, którzy skrupulatnie sprawdzili, czy każdy z pasażerów zajął swoje miejsce w przepisowy sposób. 

Po trzech godzinach tak ekscytującej „podróży” byłyśmy już dosyć zmęczone, a przecież najważniejsza część była dopiero przed nami. Dojechałyśmy na stację Vila Franca da Xira i szłyśmy jakieś 10 minut w stronę wylotówki z Lizbony – to Asia, która kiedyś przemierzała już tę drogę, prowadziła, zatem nie potrafiłabym wam podać dokładnych wskazówek, znajdują się one jednak na wspomnianym już kiedyś serwisie HitchWiki (w języku angielskim). Dotarłszy na dogodne miejsce, ustawiłyśmy się, dwie dziewczyny – statystycznie, podobno, najlepsza konfiguracja na zakończone powodzeniem łapanie autostopa – i wyciągnęłyśmy wypisane dzień wcześniej kartony z napisami „Porto” i „Braga”. Naszym punktem docelowym była, oczywiście, Braga, ale założyłyśmy, że „Porto” pomoże nam choć ruszyć z miejsca, nawet jeżeli później musiałybyśmy zatrzymać się na autostradzie musiałybyśmy i szukać dalszego transportu. 

Nie byłyśmy pewne, czy łatwo będzie wydostać się spod Lizbony. Kierowcy reagowali na nas bardzo przyjaźnie, uśmiechali się, machali i gestykulowali, ale przez pierwsze minuty nikt nie zdecydował się nam pomóc. Jednak już po niespełna kwadransie zatrzymał się przy nas samochód z dwoma dziewczynami, jadącymi gdzieś pod Porto. Zgodziły się nas wysadzić na ostatnim zjeździe z autostrady i ruszyłyśmy. Okazało się, że jesteśmy pierwszymi autostopowiczkami jakie kiedykolwiek w życiu zabrały, co uczciły wrzuceniem selfie całej naszej czwórki na facebooka. W międzyczasie zmieniły się ich plany, za czym skończyłyśmy podróż u stóp Casa da Musica w samym Porto. 

Doszłyśmy z Asią do wniosku, że nie ma sensu męczyć się ze stopowaniem z Porto do Bragi dla zaoszczędzenia 3,15 euro – tyle bowiem kosztuje bilet kolejowy na pociąg pokonujący ten dystans. Po szaleńczym marszu na dworzec São Bento, słynny przez wzgląd na wspaniałe azulejo, jakim wyłożone są ściany jego hallu, i kolejnej już walce z automatami biletowymi, lekko po godzinie pierwszej po południu udało nam się złapać pociąg i już około drugiej wylądowałyśmy w Bradze.
I met Asia at the end of July in Lisbon. She was the first one to react to my Facebook Erasmus group message and introduced me to the „Lisbonian society”. We soon found out that apart from the internship in the portuguse capital, we also have in common a predilection to travelling. And as it’s been a long time since we went outside Lisbon, we decided to dedicate the weekend of the 8-9 of August to a hitchhiking trip to the north. 

Leaving Lisbon, as any other big city, isn’t as easy as it may seem. First, we had to take a suburban train (Comboios de Portugal) and get to the city called Vila Franca da Xira, one of the stops on the Azambuja line, departing from Estação Oriente from Lisbon. Only from that point could we approach the highway. 

We have already learned our first lesson there – you should always verify the train routes twice! We were absolutely sure that our train was leaving from the Entrecampos station. On Friday evening, we checked the schedule – taking for the point of the departure the mentioned station. The next day, on Saturday morning, we were, of course, late and we ran to the train station, we charged the ticket rapidly with the necessary amount of money (2,20 euro), but when we finally arrived to the right platform, we found out that the train we were supposed to take doen’t serve the Azambuja line! We simply didn’t notice, while checking the schedule the other day on the Comboios de Portugal website, that we would have to change the trains at the Oriente station to get to the direct one. Well, it happens! We decided then to just calmly grab a coffee and eat our sweet breakfast while awaiting the next train coming 20 minutes later. Unfortunately, when we entered the platform again, we discovered the 30 minute delay which would stop us from the other direct train to Vila Franca da Xira. Our enthusiasm grew weak, crashed into the wall of these unpleasant locomotion coincidences. We got back to the subway and took a metro to reach the Oriente station where we had to spend almost an hour waiting for the train. The oversight caused us almost two hours of delay, but we were hoping that at least we managed to exhaust all the bad luck supplies for this weekend. 

Normal people would use this hour to eat cookies, go to the bathroom, check the tickets and with 15-minutes anticipation, placidly take a sit on the train. It so happens, though, that somehow I never manage to use any transport tranquilly, without the rush, stress-freely – why this time would be different? Ten minutes before the train’s departure Asia realised that the suburban train tickets have a limited validity time. In our case it was two hours – which means that the tickets bought and unnecessarily validated previously would be invalid some 15 minutes later! We ran like crazy to the ticket machine, waited nervously in the queue, struggled with the machine which wouldn’t accept credit card payment and it was literally one minute before the departure that we managed to charge our tickets. We ran back to the platform and, breathless, we jumped into the train, fell on the chairs and after a brief moment, we were already on our way. Moreover, we did well buying the tickets – after several minutes ticket inspectors appeared in our car, checking meticulously whether all the passengers took their sits in the prescribed manner. 

After around three hours of such an exciting „travel” we were already pretty tired, and we still had the most important part ahead of us. We reached the Vila France da Xira station and we walked around 10 minutes in the direction of the highway out of Lisbon – it was Asia who guided us, as she had already crossed this path before, thus I wouldn’t be able to provide you any details, but you can find them on the portal mentioned some time ago, HitchWiki. Having found a convenient place, we, two girls – statistically the most successful hitchhiking combination – took out our cardboards with „Porto” and „Braga” inscriptions. Our target was, of course, Braga, but we assumed that „Porto” would help us get off the ground, even if afterwards we would be forced to stop in the middle of the highway and look for further transport. 

We weren’t sure if it would be easy to set off from the Lisbon’s suburbs. The drivers reacted in a very friendly manner, they smiled, waved and made gestures, but during the first minutes nobody decided to help us out. About a quarter later a car with two girls stopped aside us. They were going somewhere next to Porto and they agreed to leave us before the last slip road. It turned out that we are the first hitchhikers they have ever taken, which they celebrated with a great, juicy selfie posted on their Facebook accounts. In the meantime, their plans have changed and thus, we finished our trip at Casa da Musica in the Porto itself. 

We came to a conclusion that there’s no point in tiring ourselves with hitchhiking from Porto to Braga in order to save 3,15 euro – this is the price of the train ticket covering this distance. After a mad walk to the São Bento station, famous for its grand azulejo displayed over the walls of its hall, and yet another battle with the ticket machines, we finally managed to catch the train and after one hour we reached Braga.
Nie rezerwowałyśmy żadnego hotelu. Przed wyjazdem z Lizbony spisałyśmy tylko adresy kilku hosteli zareklamowanych na www.hostelsworld.com, zatem pierwszym punktem było odwiedzenie Avenida da Liberdade, przy której była zlokalizowana większość z nich. Nasz wybór padł na JustGo Hostel Braga, mieszczący się pod numerem 546. Miejsce wyróżnia się, oprócz szalenie miłej obsługi, niezapomnianym widokiem z okna jadalni – choćby dla śniadania z taką panoramą warto zapłacić 15 euro za dobę. Spałyśmy w sześcioosobowym, koedukacyjnym dormitorium – każde łóżko miało dostęp do źródła prądu i małą lampkę, ponadto przy każdym wezgłowiu zainstalowana jest zasłonka, która pozwala zachować odrobinę intymności i odgrodzić się od ewentualnego światła. W cenę wliczone było także obfite śniadanie.We didn’t book any hotel beforehand. Before leaving Lisbon we had only written down several hostels’ addresses recommended on hostelsworld.com (LINK), therefore the first step was to visit Avenida da Liberdade, where the majority of them was located.  We finally chose the JustGo Hostel Braga, situated at the number 546. This place stands out, apart from the obliging staff, by an amazing view from the dining room – at least for the breakfast with such a panorama it’s worth paying these 15 euros per night. We were sleeping in a 6-guest, mixed dormitory – each bed had its own access to power source and a small lamp, moreover, there was a curtain installed by the headboard to provide to the guests at least a bit of privacy and protect from disturbing light. The breakfast was also included in the price.
Po rozkwaterowaniu się wyruszyłyśmy na spotkanie mojej przyjaciółki, Emilii, i jej chłopaka, Diogo, mieszkających wówczas pod Porto. Wyściskaliśmy się, wymieniliśmy najnowsze wieści i razem pojechaliśmy autobusem numer 2 obsługiwanym przez Transportes Urbanos de Braga (koszt w jedną stronę, bodajże 1,60 euro) do Sanktuarium Bom Jesus.

Autobus zatrzymuje się u stóp wzniesienia, na szczycie którego znajduje się świątynia. Zanim jednak ją ujrzymy, musimy pokonać dość długą drogę schodami wiodącymi poprzez pokryte drzewami wzgórze. Jeżeli nie uśmiecha wam się taka wspinaczka, możecie skorzystać z przejażdżki kolejką szynowo-linową, operującą tu nieprzerwanie od czasu otwarcia w 1882 roku i będącą najstarszym, wciąż działającym obiektem tego typu w Europe. Bilet w obie strony kosztuje niewiele ponad 1 euro. My jednak zdecydowaliśmy pokonać dystans pieszo, schodami. Na każdym kolejnym „piętrze” znajduje się kapliczka ze skrytą w środku rzeźbą – odpowiadają one stacjom drogi krzyżowej. Do wnętrza każdej kapliczki można zajrzeć przez okratowane drzwi i okna. Ludzkich rozmiarów rzeźby wyłaniające się z mroku kaplicy wyglądają, prawdę mówiąc, dość upiornie, ale sama wspinaczka przez górski lasek, w otoczeniu drzew  choć męcząca, jest bardzo przyjemna. Zwłaszcza, że na końcu takiej drogi czeka nas zachwycający widok długo wyczekiwanego Sanktuarium.
Having arranged our things, we set off for the meeting with my friend, Emilia and her boyfriend, Diogo, living at that time in the suburbs of Porto. We exchanged the hugs and the recent news and we took a bus, line 2, served by Transportes Urbanos de Braga (one-way ticket costed around 1,60 euro, if I’m not mistaken) to the Sanctuary of Bom Jesus do Monte.

The bus stops at the foot of the hill, on top of which is situated the temple. Before we could see it, though, we had to climb a long staircase leading through a foresty slope. If this kind of hike is not up your street, you can as well take the funicular, operating in there ceaselessly from 1882, which makes it the oldest, still working construction of this kind in Europe. A return ticket costs a bit more than 1 euro. Anyways, we decided to reach the top on foot, climbing the stairs. On each landing you can find a chapel with a sculpture hidden inside – they correspond to the Way of the Cross stations. You can take a look inside each one through the barred windows and doors. The human-size sculptures coming out of the darkness of the chapel are frankly creepy, but the walk through the forest itself, although a bit tiring, is very pleasant. Especially that at the end of the road, there’s the enchanting view of the so long-awaited Sanctuary. 
Brama otwierająca długie schody wiodące do Sanktuarium.
Gate opening the staircase leading to the Sanctuary.
Jedna z kapliczek. / One of the little chapels.
Bom Jesus do Monte w całej okazałości.
Bom Jesus do Monte in all of its glory.
Pierwsze wrażenie jest niesamowite – misterna konstrukcja monumentalnych Schodów Pięciu Zmysłów prowadzących na samą górę, kontrastowe połączenie barw i ukoronowanie wszelkiego wysiłku, czyli usytuowane na szczycie Sanktuarium wynagradzają wszelki trud wspinaczki. Przy tym, ze znajdującego się tu tarasu widokowego rozciąga się wspaniały widok na Bragę i okolice.

Czas więc zacząć kolejny etap wspinaczki i podbić Schody Pięciu Zmysłów, przywołanych za pomocą metaforycznych płaskorzeźb zdobiące każdą kolejną kondygnację schodów. I tak zmysł wzroku reprezentowany jest poprzez rzeźbę, z której oczu tryska woda, zmysł słuchu, poprzez wodę płynącą z wyrzeźbionych uszu, itd. Schody te „strzeżone” są przez zastępy wyrzeźbionych świętych i postacie ze Starego Testamentu. Znajdują się tu też fontanny symbolizujące trzy cnoty – wiarę, nadzieję i miłość. Wędrówka ta kończy się na dziedzińcu kościoła, z którego roztacza się wspaniały widok na pokonane przed chwilą schody i leżące w dole miasto. 
The first impression is incredible – the elaborated construction of the monumental  Stairways of the Five Senses, its contrasting black and white colouring, leading up high to the crowning of all the effort, the Sanctuary situated on its top compensate the climbing fatigue. Moreover, the observation deck situated here provides us a perfect view on Braga and its surroundings.

It is time then to start the next stage of the climb and conquere the Stairway of the Five Senses, evoked by the metaphorical bas-reliefs adorning each storey. And so, the sight is represented by a human sculpture with water leaking through its eyes, the hearing by the water leaking from the sculpture’s ears, etc. The staircase is „guarded” by numerous saints and the Old Testament characters. There are also fountains symbolising three virtues – faith, hope and love. The walk finishes at the churchyard. From there you can also see a wonderful panorama overlooking the stairs and the town of Braga. 
Schody Pięciu Zmysłów. / Stairway of the Five Senses.
Fontanny reprezentujące zmysły słuchu, węchu, smaku i dotyku - po zmysł wzroku musicie sami pojechać do Sanktuarium ;)
Fountains representing the senses of the hearing, smell, taste and touch - to get the sight one you have to visit the Sanctuary yourself ;)
Wnętrze świątyni wzniesionej między 1784 a 1811 w stylu klasycystycznym jest raczej stonowane i nie wyróżnia się niczym szczególnym. Bardzo przyjemny jest za to park, który otacza budowlę. Możemy wejść do znajdującej się w pobliżu malowniczej jaskini ze wspaniale zachowanymi stalagmitami i stalaktytami, wybrać się na mini-rejs łódką po stawie, odpocząć na zacienionej ławeczce czy podziwiać widok z kilku skrytych między drzewami punktów widokowych. Jest tu także mały barek, gdybyśmy mieli ochotę na przekąskę. Kompleks oferuje możliwość spokojnego wypoczynku i zdecydowanie zwraca cały trud wspinaczki.The interior of the classicist temple erected between 1784 and 1811 is rather toned-down and doesn’t stand out by any particularity. There’s a very nice park around it, though, where you can visit a picturesque cave with fantastically preserved stalagmites and stalactites, take a boat and sail across the pond, as well as take a rest on a shadowed bench or admire the view from a few viewing points hidden in the bush. There’s a small snack bar, too, in case you feel a bit hungry. The compound offers the possibility of a peaceful leisure which decidedly rewards the effort put to get there.
Nie mogliśmy spędzić tu całego popołudnia, gdyż chcieliśmy jeszcze wrócić do Bragi na wieczorny spacer. Około godziny 19 złapaliśmy autobus powrotny i wróciliśmy do miasta. Rozstałyśmy się z Emilią i Diogo, którzy musieli wracać do domu, a same, Asia i ja, wyruszyłyśmy na spotkanie z Bragą.We couldn’t spend the whole evening out there because we still wanted to take a stroll around Braga. Around 7 p.m. we took the return bus and came back to the city. We said goodbye to Emilia and Diogo who had to head back home and on our own, Asia and I, we continued the visit of the town.